проза: Александра САШНЕВА. Saszka.

проза

 Александра САШНЕВА

 САШКА
(по мотивам рассказов Саши Сашневой)

Текст пьесы на польском языке, которая готовится к постановке в этом году в театре под руководством  Татьяны Малиновской-Тышкевич

Sasza

Saszka – Irmina (?) Aleksandra ze Stargardu (?)

Halinka – Zuzanna matka z Brata (?)

Kotka – Irmina (?) Aleksandra ze Stargardu (?)

Kobieta – Ofelia (?) Jackson (?)

On1 – zły, reżyser filmowy, przyprowadza dziwkę – Piotr Zawendowski

On2 – chłopak Mateusz od Piotra (?)

On3 – wariat – Piotr od SJ (?) Piotr sanitariusz (?)

Muzyka — ?

Filmiki/slajdy – Jakub Prósiński

Historia pierwsza

Sasza: Tak sobie po prostu jechać było nieciekawie, dlatego jechałam i krzyczałam na całe gardło wiersze i piosenki, które wymyślałam na bieżąco. Publiczności mi nie brakowało i była ona bardzo wdzięczna. Wszyscy, którzy siedzieli na ławeczkach częstowali mnie słonecznikiem i cukierkami.

………

Historia druga

Sasza: Przed egzaminem z matematyki podchodzi do mnie Halinka. Halinka była tą, która zawsze dostawała same jedynki, nieuk jeden, a na dodatek brudas. Nikt jej nie lubił. Bardzo często miała opuchnięte oczy, ponieważ bił ją jej ojciec pijak. Matka zaś w ogóle się nią nie zajmowała. Oboje za marne grosze pracowali w piekarni. Wszyscy wiedzą, że w sytuacji bez wyjścia, najprostszym wyjściem jest napić się. Dlatego też rodzice Halinki wciąż chodzili pijani. Celebrowali picie.

Halinka: /do Saszy/ Czy możesz pomóc mi z matmy? Ja nic z tego nie rozumiem, a ojciec zagroził mi, że mnie zabije, jeśli nie zaliczę tego choćby na dwóję.

Sasza: Niby w jaki sposób?

Halinka: No nie wiem. Może przyszłabym do Ciebie, lub Ty do mnie. Pouczyłybyśmy się razem.

Sasza: Domem Halinki była zwykła rudera. Piętrowy barak, z którego wszyscy adekwatni / mniej więcej normalni ludzie już dawno wyjechali…

Halinka: Chcesz herbaty? Mam też ciastka – matka wynosi je z piekarni, dlatego mamy tego w brud.

Sasza: Nie, dzięki. Jakoś nie bardzo mam na nie ochotę. Nie przepadam za słodyczami. To, hmmm może zaczniemy te lekcje? Czego nie możesz zrozumieć?

/Za ścianą słychać rumor i przekleństwa. Niewyraźnie słychać krzyk jednej czy dwóch osób. Kłótnia/

Sasza: Co to jest?

Halinka: Sąsiad. To jest Jegor Pietrowicz. Dziesięć lat siedział we więzieniu za zabójstwo żony i jej kochanka.

Sasza: Ty się go nie boisz?

Halinka: Nie. Gdy jest trzeźwy jest niegroźny. A on przecież pije w domu…

Sasza: Cały czas tak macie?

Halinka: No tak. Przecież jest niedziela.

Sasza: Acha…

Sasza: /fragment z lekcji matematyki – jakieś twierdzenie – x + y = — około 2-3 minuty – różne zdania задачи или предлoжения? Если задачи должно быть zadania/

Sasza: Co to? Ktoś przyszedł?

Halinka: Nie, to tylko taki jeden. Nie przejmuj się nim.

Sasza: /lekcja matematyki/

Sasza: Patrz. Zróbmy z tego żołnierzyki. Każdy papierek to X – przykład.

Sasza: Nagle odczułam chłód, jakby ktoś patrzył na mnie. Zobaczyłam upiornego mężczyznę. Oczy miał jak sztylety, zionęły pustką, zionęły pustką.

Sasza: Kto to był?

Halinka: Przecież mówiłam Ci… Wcześniej przed nami, mieszkali tu jacyś złodzieje i jednego z nich zabito. Od tamtego czasu jego duch szwenda się po chałupie.

Sasza: Rodzice o tym wiedzą?

Halinka: Tak, oczywiście, że wiedzą. Ale przecież on nie jest prawdziwy.

Sasza: Ale on chodzi. Przestawia przedmioty?

Halinka: Nie wiem tego.

Sasza: W nocy też przychodzi?

Halinka: W nocy też. Ojciec po pijanemu czasami próbuje go wyzerować . A że to duch, więc tylko się śmieje z ojca.

Sasza: Co, co? Wyzerować?

Halinka: No tak. Ojciec tak mówi: Zaraz cię wyzeruję.

Sasza: Dobrze, wracamy do naszych zadań, bo zaraz muszę wracać do domu.

Sasza: /zadania matematyczne/

Sasza: Mogłabym już wykładać matematykę w szkole średniej. Ale Halinka nadal nic nie rozumiała. Czułam, jak mózg się jej przegrzewa. Wiedziałam, że czas przerwać naukę. Tego bastionu głupoty nic nie pokona. Jakby tego było mało, zbierało mnie na wymioty z powodu smrodu panującego w jej mieszkaniu, a poczucie bezsilności na całość tej sytuacji tylko to potęgowało. Krzyki u sąsiadów, zmora… Te straszne wlepione we mnie w oczy wciąż miałam w pamięci, a najgorsze było to, że nie potrafiłam już odróżnić tego co realne, od tego co nierealne.

Sasza: Koniec. Muszę już lecieć.

Halinka: No dobrze.

Sasza: Postoisz przy mnie póki się nie ubiorę?

Halinka: Acha

Sasza: Patrzyłam na Halinkę, stała i wyglądała tak, jakby chciała zniknąć z tego świata. Pomyślałam wtedy, że jeśli tak się czujesz, to oceny z matematyki są najmniejszym kłopotem twego życia.

Sasza: A gdzie jest duch, kiedy go nie widać?

Halinka: Gdzieś chodzi, spaceruje po okolicy. Wciela się w kogoś i spaceruje. Mówią, że kiedy biją się na noże, to duch wchodzi w kogoś spośród nich.

Sasza: Przestań gadać głupoty. Dlaczego on nie wchodzi w Ciebie?

Halinka: Nie wiem. Być może dlatego, że nie piję wódki. Na pewno czasami siedzi w moim ojcu, kiedy mnie bije. Wtedy naprawdę boję się, że mnie zabije.

Sasza: Dobra, no to cześć.

Sasza: Zostawiałam słabą Halinkę samą z tym koszmarem, ale co ja mogłam zmienić… Uciekłam jak tchórz, bojąc się o siebie. Ale jeśli pomyśleć, to Halinka nic dla mnie nie znaczy. Po prostu chodzimy do tej samej klasy. Jest córką alkoholików. Tak próbowałam wtedy myśleć, lecz nadal czułam się niezręcznie. Jeżeli wiążesz się z kimkolwiek, wzajemnie stajecie się częścią siebie. Tak samo Halinka stała się częścią mnie.

Sasza: Szybko, szybciej, jeszcze szybciej, byleby nie myśleć o niczym, o niczym. Ciemność ogarniała mnie jeszcze bardziej. Nagle ciemność wypluła z siebie JEGO. Od razu poznałam, że to On. Te same oczy pełne pustki. Miał zupełnie inną twarz, ale poznałam go po oczach.

On1: Chodź ze mną!

Sasza: Puść! Puść mnie. Słyszysz, puszczaj!

On1: Zatkaj się!

………….

Halinka: Cześć. Dziękuję Ci za lekcję. Wszystko zrozumiałam. 5x dzielone na x równa się 5. Prawidłowo?

Sasza: Tak. Ale jak Ci się udało to zrozumieć?

Halinka: Dziś miałam sen… Brali mnie na spytki i grozili mi, że jeśli nie udzielę dobrej odpowiedzi: ile to 5x dzielone na x… Rozstrzelają całą klasę.

Sasza: I co?

Halinka: Przypomniałam sobie jak mi to tłumaczyłaś i nagle zrozumiałam.

Sasza: Nieźle, nieźle. A jak Ten… duch złodzieja, co u niego?

Halinka: Zniknął. W nocy było cicho i nikt nie chodził po domu.

Sasza: W ten dzień Halinka pierwszy raz w życiu dostała czwórkę. Wiele lat później znów spotkałam Halinkę.

Halinka: Cześć Sasza, co u Ciebie? U mnie wszystko dobrze i to dzięki Tobie. Gdy tylko duch złodzieja zniknął, wszystko się naprawiło.

Sasza: Duch złodzieja… A czy on istniał naprawdę?

Halinka: Oczywiście, przecież widziałam, jak on poszedł za Tobą. Przebacz mi, to nie była sprawa matematyki. Po prostu czułam, że Ty dasz sobie z nim radę.

Sasza: Dlaczego tak pomyślałaś?

Halinka: Nie wiem, tak po prostu. Czasami tak mam.

Historia trzecia

Kobieta: Dziewczyna urodziła baletnicą. Gdy tańczyła, zatrzymywał się cały świat. Ale matka, chcąc uratować dziewczynę od ciężkiego życia artysty, wmówiła jej, że jest ona niezgrabną krową. Dziewczyna mimo to tańczyła nadal, ale tylko pod warunkiem, że nikt jej nie widział. Ponieważ, gdy ktoś na nią patrzył, przypominała sobie, że jest niezgrabną krową i zaczynała się potykać. Kiedyś upadła i złamała kostkę. Można było to zoperować, ale dziewczyna była mała i nie była tego świadoma. Matka zaś była szczęśliwa, mając nadzieję, że ta zostanie w domu, będzie sprzedawczynią bądź bibliotekarką. Lecz dziewczyna wyrosła i tańczyła nadal. Zdobyła zawód bibliotekarki, zaś każdego wieczoru chodziła do teatru oglądać balet, a potem w domu próbowała powtórzyć to, co widziała na scenie. Przeszkadzał jej jednak stary uraz kostki. Lekarze powiedzieli, że jest już za późno, aby cokolwiek z tym zrobić. Została sama, zagubiona w obcym – wrogim mieście. Pewnego razu w nocy szła w deszczu przez miasto, nie patrząc przed siebie i zaczęła tańczyć. Mokry asfalt odbijał jej ruchy. Zza rogu wyjechał samochód…

Historia czwarta

On2: Ludzie! Ja nie jestem już człowiekiem. Jestem oknem. Zaszronionym oknem. Kruchym i dźwięcznym od mrozu. Myślicie, że z zimna drżą tylko ludzie i zwierzęta? Wy źle myślicie. Drży wszystko, nawet żelazo. Dlaczego stal robi się krucha? Bo drży z zimna i to osłabia jej elastyczność i giętkość. Tak, jak moje kości, które stały się ramą tego okna. Odczuwam, jak cały robię się szklany. A potem, ze zwykłego okna zamieniam się w kryształowy cud. I teraz przeze mnie można zobaczyć kosmos. Kosmos też drży. Drży tak długo, że cały rozsypuje się na kwarki i neutrina. Samotne kwarki poszukują jeden drugiego, żeby się połączyć i ogrzać. Kiedy się spotkają, obejmują się tak mocno, że z nich rodzą się kwanty światła. I kwanty światła budzą inne samotne kwarki, i te pobudzone kwantami ciepła i miłości śpieszą utworzyć koło pierwszych rewolucjonistów. Utworzywszy to koło, objęci i ogrzani nadmiarem ciepła kwantów, wybuchają tworząc nową gwiazdę. W kosmosie huczy rewolucja i mieszkańcy nowej planety ogrzewają swoje zmarznięte na wietrze rączki, wyciągają je ku światłu, łapczywie pochłaniają skórą i oczami strumienie kwantów, które uwolniły się z objęć kwarków zgromadzonych w nowej gwieździe. I póki trwa na gwieździe rewolucja, ludzie ogrzewają się w jej promieniach. Ale przyjdzie czas, kiedy gwiazda zgaśnie, zaśnie i zesztywnieje. Kawałkiem sklejonych kwarków. I co dalej?

Historia piąta

Sasza: Miałam kiedyś takiego znajomego… Więcej niż znajomego, ale nie o tym teraz chciałam mówić. Prowadził samochód lepiej niż chodził pieszo, dlatego, że pił na umór. Tak, że czasami wypadał z samochodu, ale jeżeli trzymał się za kierownicę, mógł prowadzić. Problem nie w tym, a może i w tym. Wiecie istnieje taka magiczna podróż… To jest coś takiego, kiedy między dwoma ludźmi coś się wydarzy, jakieś krótkie zderzenie, ale o którym będziesz długo opowiadać, jak to wszystko będzie i czym to się skończy. Więc o czym to ja chciałam… Acha… Bez samochodu on w ogóle nie żył i to było wygodne. Dla różnych spotkań, różnych spraw, nagrania filmików i wszystko potoczyło się cudownie…

Film

Ujęcie 1

Mara zamknęła oczy i lekki uśmiech rozjaśnił jej usta.

Ujęcie 2

Mara organizuje zasadzkę na wyspie Mauritius, tam, gdzie Irving wraca do zdrowia w szpitalu. Jego ciało nabiera sił po maszynce do mięsa, przez którą przeszło podczas kolejnej misji. Wracają mu zgubione wspomnienia z czasu, gdy był martwy. Teraz leży w słońcu pod pięknymi sennymi palmami wraca do siebie. Irving nie pierwszy raz przechodzi przez tę drogę powrotu do siebie, ale do tego bardzo ciężko jest się przyzwyczaić

Mara zdejmuje suknię, rzuca ją dwa kroki od Irving i bardzo powoli idzie w stronę wody. Zauważył ją. Wszyscy mężczyźni zawsze zauważają Marę.

Najważniejsze w oceanie jest odczuwanie i pilnowanie fali. Fale oceanu mają potężną siłę. Mogą przewrócić nawet statek, mogą go rozbić o kamienie i z nimi nie można walczyć, z nimi trzeba dogadać się. Wtedy ci nic nie grozi. Ale zadaniem Mary było co innego.

Irving poderwał się na nogi. Wtedy dziewczynę na jego oczach przewróciła fala.

Ujęcie 3

Jedyną osobą, której ufał Irving była Mara. Nawet pies nie był wierniejszy od niej. Mara wybaczała mu wszystko. Nawet nie wybaczała, ona po prostu kochała go ze wszystkimi jego dziwactwami. Zawsze była po jego stronie. Nie była zazdrosna ani o prostytutki, ani o kochanki. Chciała tylko jednego: szacunku i on ani razu jej nie poniżył ani jej nie obraził. Przyjmowała świat przez jego rozumowanie, patrzyła jego oczyma, z jego punktu widzenia. Czasami Irvingowi wydawało się, że Mara jest nim, a on Marą. Takie uczucie nieraz przerażało go, ale nie mógł tego odrzucić od siebie, zrezygnować z tego. Mara stała się jego bliźniakiem, więcej niż bliźniakiem. Ich syjamskie dusze zostały połączone na wieki. I tylko czasami niepokoiło go jej spojrzenie, zimne, ostre spojrzenie. To spojrzenie zmusiło Irvinga zasięgnąć informacji o Marze tam, gdzie trzeba. Ale tam, gdzie trzeba, na Marę nie było żadnych haków. Zwykła nauczycielka tańcu. I to wszystko. Najzwyczajniejsza w świeci.

Ujęcie 4

A potem Mara zaczęła sprawiać mu ból. Zaczęła przyprowadzać innych mężczyzn, całowała się z nimi na jego oczach i jemu było wstyd się przyznać, że umiera z zazdrości. Potem, kiedy Mara wyganiała kochanków, on rzucał się na nią z taką brutalnością, której nie wybaczyłaby mu żadna dziwka, ale Marze to podobało się. Ona chciała właśnie tego. Jednego razu pobił ją zanim zaczęli uprawiać sex, a rankiem zrozumiał, że złamał jej rękę. Ale Mara tylko smutnie się uśmiechała. Irwin zawiózł ją do szpitala, gdzie założyli jej szwy na głowę i gips na rękę. Lekarzowi powiedziała, że spadła z balkonu, bo przesadziła ze skrętami. Irving zaczął pić.

Ujęcie 5

Minął rok. Mara mogła go zabić tysiące razy w ciągu tego czasu np. podczas snu czy seksu, czy w łazience kiedy razem brali prysznic, ale zrobił to inaczej. Rankiem, kiedy Irving obudził się mając strasznego kaca, Mara usiadła naprzeciwko niego i powiedziała mu: „zawsze chciałam cię zabić”. Pomyślał, że żartuje, lecz ona mówiła poważnie. Zapytał jej: „za co”, ona na to: „miałam takie zadanie. Powinnam zdobyć informacje na temat twojej ostatniej misji”. „Jak Ci się udało tak mnie zwieść?” „Nie oszukuję głuptasie. Ja kocham każdego, kogo zabijam. Kocham naprawdę całym sercem” Położyła się nago przy nim. Czerwoną szminką umalowała sobie usta i pocałowała go. To był jego ostatni pocałunek, lecz nie jej.

Ujęcie 6

Ekspertyza nie wykazała żadnej trucizny w ciele Irwina. Mara płakała na cmentarzu drapiąc sobie twarz. Chciała skoczyć za nim do mogiły. Była w tym niesamowicie piękna.

Koniec filmu

Ciąg dalszy historii piątej

Sasza: Jednego razu, gdy wyszłam ze studia, zobaczyłam jak on jedzie samochodem. Nie zauważył mnie. Biegłam za nim machając rękami, aż zniknął za zakrętem. Nic się nie stało, ale w tym momencie zrozumiałam: niedługo wszystko się skończy. Przestał słyszeć bicie mego serca. To było jak olśnienie. Usłyszałam nutkę smutku c-moll, ale niedługo potem świat znów dźwięczał jak zawsze. I próbowałam wmówić sobie, że to wszystko to tylko moja wyobraźnia. Podniosłam kołnierz, schowałam ręce do kieszeni i poszłam w swoją stronę.

Historia szósta

Sasza: Kiedyś byłam sanitariuszką w psychiatryku. Zawsze się fascynowałam wariatami. Jest to uczucie podobne do fascynacji tym, co się kryje w ciemnym lesie nocą. Od dzieciństwa rozumiałam, że wariaci i Если оборотни должно быть wilkołaki leśne strachy strzygi / wilkołaki są bardzo ze sobą związani. Czasami myślałam, że miasto jest jak rozum a las jak podświadomość. Szaleństwo jest jakimś rodzajem śmierci. Przecież żyjemy nie ciałem, ale swoją świadomością. Podpatrzyć szaleństwo to tak, jakby podpatrzyć śmierć. Wariaci ufali mi, czując, że rozumiem ich dziwaczny język i że nie osądzam ich za ucieczkę ze świata normalnych ludzi. Obcowanie z nimi drogo mnie kosztowało. Mój mózg piszczał, jakby go piłowano elektryczną piłą. I jeszcze ten zapach. Szaleństwo pachnie. Pachnie przerażeniem i śmieciami prosto z głowy. Patrzyli na mnie, a ja odczuwałam na plecach ich wzrok pełen otchłani.

Sasza: Przepraszam, czy mogę zadać panu pytanie? Dlaczego pan tu jest?

On3: Zapomniałem jak mam na imię. Nikt nie wie, kim ja jestem. Mówią, że zostałem uderzony w głowę. Znaleźli mnie na ulicy bez dokumentów i pieniędzy i nikt mnie nie szukał. Jedyne co pamiętam, to matematyczne twierdzenia, wiersze, muzykę, ale kim jestem nie pamiętam.

Sasza: Rozumiem.

Sasza: Nagle zobaczyłam kotkę, która otarła się o moją nogę. Zamruczała. Czarno-biała kotka, puszysta i miękka.

On3: To jest moja kotka. Nie mam pojęcia jak się tutaj znalazła. Czy pani ją widzi? Lekarze mówią, że nie ma tu żadnej kotki.

Sasza: Widzę. Czarno-biała puszysta kotka. Czym pan ją karmi?

On3: Ja jej nie karmię, ale proszę się o nią nie martwić. Ona już cały rok jest ze mną.

Sasza: A pan ile tutaj już jest?

On3: Trzy, trzy lata.

Bajka pierwsza

On3: Dawno, dawno temu byli sobie złodzieje. Bardzo lubili pieniądze. Takie papierki. Wirtualne pieniądze też lubili, ale papierkowe bardziej. Papierkowe szeleszczą. Brali pieniądze rzecz jasna z szuflady, ale w końcu zabrakło ich. Zaczęli więc zabierać jeden drugiemu. Zabierali, do póty, do póki pieniądze zostały u tych najsilniejszych. Zabrać im było już trudno. Co wtedy począć? Nie ma pieniędzy, a żreć się chce. Wtedy złodzieje idą do jełopów, którzy hodują marchew. Zdecydowali, że będą zabierać pieniądze od nich. Po co jełopom pieniądze, przecież oni i tak są zajęci hodowaniem marchewki. Więc zabrali im pieniądze. A jełopy z tej biedy przepuścili marchewkę na bimber. Przychodzą bandziory do sklepu, a tam tylko bimber. Marchewki brak. Żreć nie ma co. I co wtedy robić?

Ciąg historii szóstej

Sasza: Zaprzyjaźniliśmy się. Profesor – wariat opowiadał mi różne rzeczy. Nasze mózgi się zjednoczyły. Spacerowałam z nim ulicami starodawnych miast, słuchałam muzykę. Czasami przychodziła do nas kotka.

„Sen1”

Kotka: Profesor biegnie słoneczną stroną ulicy. Budynek z czerwonej cegły, plac zabaw dla dzieci, kobieta i pięcioletnie dziecko. Dziecko krzyczy: Mama, mama, patrz, Muśka wróciła. Kobieta mówi: Musia! Musia! Gdzie Ty byłaś? Kobieta próbuje pogłaskać kotkę, ale ta uciekła i wskoczyłam na ręce Saszy.

Historia siódma

On2: Zaraz przyjdzie właściciel. Zaprosił jedną kurwę i będą się pieprzyć. Это ОЧЕНЬ вульгарно. Так в оргинале?

Sasza: Ale przecież to nam wynajął mieszkanie. Po huj!

On2: Noooo

Sasza: Niech spierdala!

On2: Ja tak nie mogę. Boję się go. Wczoraj piątą babę przez okno wypierdolił.

Sasza: Że co? Jaką babę?

On2: Staruchę. Oni biorą z urzędu listę samotnych staruszek i wyrzucają je z okna.

Sasza: Ty to na poważnie? Żartujesz chyba.

On2: Nie.

Sasza: Ja pierdole! Kurwa mać! O w dupę!

On2: A co, ile jest takich, co to okradli czy zabili staruszkę. I co? Myślisz, że ci, którzy jeżdżą Mercami, w jaki sposób na nie zapracowali.

Sasza: Przecież można uczciwie.

On2: Na przykład?

Sasza: Na przykład talentem.

On2: Talentem na Merca nie zarobisz, a po drugie niekoniecznie wyrzucisz staruszkę z okna. Przez prawnika można wszystko załatwić.

Sasza: Kurwa! Mnie się żyć już nie chce. A na pewno nie chcę go tutaj widzieć.

On2: To nie patrz. Posiedzisz w kuchni, póki on sobie tutaj… Dobra, to ja się zbieram. Tylko uważaj, nic mu nie mów, bo i ciebie przez okno wypierdoli.

On1: Cześć! A gdzie twój się podział?

Sasza: Cześć.

Sasza: Zrozumiałam wtedy, że witam się z mordercą.

Sasza: Pojechał w swoich sprawach. Ty na długo?

On1: Nie, na godzinkę tylko. Masz tu cukierki włoskie. Będziecie mieli do herbaty.

On1: Co to za baby… Wyobrażasz sobie, ja jej pytam, czy jej dobrze, a ona milczy jak ryba.

Sasza: Ale zapłaciłeś jej?

On1: Oczywiście, że tak.

Sasza: Więc… wszystko w porządku, zapracowała, dostała kasę i czego ty od niej chcesz. Prawdopodobnie po raz piąty dzisiaj jest było dobrze.

On1: Ale jakoś tak… Przecież się starałem.

Sasza: A może ona już myślała o innym kliencie.

Sasza: Patrzyłam na niego i zastanawiałam się, czy mogę go zabić. Czy rozmawiam z człowiekiem, który jest godzien śmierci.

Sasza: Najważniejsze, żeby żona była zadowolona. Uwierz mi. Żona zadowolona?

On1: A dlaczego by nie? Dałem jej wczoraj błyskotki. Dobrze, to ja już pójdę sobie. Cześć.

Sasza: I wyszedł. Nawet cisza w mieszkaniu stała się inna. Lepka i obmierzła jak usta gwałciciela. Długo potem nie chciałam żyć. Po prostu nie chciałam żyć. Widocznie byłam nienormalna. A potem wszystko się zmieniło. Ale to już całkiem inna historia.

Ciąg dalszy historii piątej

Sasza: Samochód ruszył, a my w nim. Pędziliśmy przez zamieć. Było cudnie. Wtedy jeszcze nie miałam prawka i nie umiałam prowadzić samochodu. A on zaczął zasypiać. Samochód znosiło na przeciwny pas. Chwyciłam za kierownicę i szczerze mówiąc to mnie nie bardzo przerażało. A co, przecież jestem nienormalna. Ale jechać w taki sposób przez miasto, to było już za nadto. Zatrzymaliśmy się pod domem mojej przyjaciółki. I wtedy usłyszałam tę samą nutę: c-moll.

Ciąg dalszy historii szóstej

Sasza: Kotka zaprowadziła mnie w miejsce, które rozpoznałam: plac zabaw, dom z czerwonej cegły… Tylko kobiety nie było. Muśki nie było również. Muśka! Muśka! Muśka!

Kotka: Smutny dźwięk z dzieciństwa, dźwięk samotności. Kiedy bujasz się na huśtawce sama. Ta samotność jest większa od ciebie, jest ogrooooooomna, jest większa niż cały świat. Ktoś nieznany zaprasza cię do rozmowy bez świadków.

Sasza: yńńń-sińńń, yńńń-sińńń.

Kobieta: Cały mózg mi rozwalasz tym dźwiękiem! W dzieciństwie się nie nabujałaś? Urżną się i lecą na huśtawki. Cholera!

Sasza: Przepraszam, szukam kobiety z dzieckiem około pięciu lat… Nie teraz powinien mieć osiem. Była z nimi kotka – Muśka. Czarnobiała kocica.

Kobieta: Czarnobiała?… zniknęła trzy lata temu. Zaraz po tym, gdy zaginął mój mąż.

Sasza: A dlaczego pani go nie szukała?

Kobieta: Kogo męża? Przecież go opłakaliśmy.

Sasza: Więc nie będę opowiadać, ile sił i czasu straciłam, ale wszystko się udało. Oni się odnaleźli i znów są rodziną. Profesor wszystko sobie przypomniał, lecz zapomniał o wierszach, muzyce i starodawnych miastach. I nie mógł sobie przypomnieć, kim jestem ja. Kotka zaś przychodzi do mnie czasami, tylko nikt jej nie widzi.

Ciąg dalszy historii piątej

Sasza: Weszliśmy na piętro. Halinka otworzyła nam drzwi i spuściła oczy… Wpierw uwiodła mi jego, a potem zajęła mu mieszkanie. No i samochód oczywiście też. Ale to już całkiem inna historia. Tylko, że odchodził od niej bardzo powoli. Wyglądało to tak, jakby chował się w zamieci. Lubię zamieć. Gdyby nie zamieć, historia ta ciągnęłaby się jeszcze bardzo długo. A tak wszystko miało swój czas. I tylko c-moll czasami budzi mnie ze snu.

Historia ósma

Kotka: Kiedyś zęby leczyło się i usuwało bez znieczulenia. To teraz środków znieczulających jest od groma – może być nawet wesoło, a wtedy… Jednego razu…

Kotka: Jednego razu zobaczyłam białego mamuta. Dentysta właśnie włączył wiertło. Oczywiście oczekiwałam nadejścia piekła, gdy nagle zobaczyłam ząb od środka. Zobaczyłam ogromną jaskinię, ogrooooomną jak w opowieściach science-fiction. Takie jaskinie nie istnieją naprawdę. Widziałam dentystę, ale on zmniejszał się, robił się nierzeczywisty. Rzeczywistą stawała się jaskini, w którą wchodziłam jak za dźwiękiem wiertła. Nagle naprzeciwko mnie wyszedł mamut. Ogromny biały mamut. Miał długą, białą sierść, która przypominała sierść owcy. Podszedł do mnie, zatrzymał się i podniósł do góry swoją trąbę. Mogłabym wymyślić, że on wciągnął mnie swoją trąbą, że przenieśliśmy się do Indii czy do innego świata, czasu, ale on po prostu zaczął wciągać powietrze razem z moim bólem. Mamut wsysał cały mój ból, a raczej lęk bólu. Ból został, ale ciało rozluźniło się i zrobiło mi się obojętnie. Potem mamut odszedł. Szedł gdzieś bardzo powoli, tak, jakby płynął w powietrzu, zabierając mój ból. Ta umiejętność rozluźniania się w piekle ratowała mnie w różnych sytuacjach.

Sasza: Uzależnienie. Oni nazywają to uzależnieniem. Mówią, że jest to choroba i że jest to nienormalne, gdy nie mogę oddychać bez Ciebie, gdy powietrze robi się puste i zimne, gdy nie ma Ciebie obok. Proszę bądź w tym pokoju, zajmuj się czym chcesz – proszę bardzo. Na przykład czytaj książkę na kanapie, po prostu oddychaj, po prostu bądź. Nie trzeba wbijać gwoździ, nie trzeb przestawiać szafy. Nic nie trzeba. Możesz milczeć. Po prostu oddychaj. Kiedy Ciebie nie ma, noc jest pusta, a dzień nie ma sensu. Żyć, jeśli nie dla Ciebie to dla kogo? Dla siebie? Dla własnego odbicia w lustrze? Ale moje odbicie nie potrafi mnie zaskoczyć. Wiem, co ono zrobi, a ja potrzebuję zaskoczenia, chcę radości, chcę odgadywać Ciebie. Nie można zrozumieć, kim jesteś, zanim nie zobaczysz siebie w czyichś oczach. Podoba mi się to, co widzę w Twoich oczach.

Po prostu oddychaj. Twój oddech przepędza demony. Na pewno i Ty w dzieciństwie byłeś samotny. Na pewno widziałeś, jak płaszcze i marynarki zamieniają się w duchy. Widziałeś? Od momentu, gdy jesteśmy razem, ich nie ma. Twój zapach wypędza ich, twój zapach tworzy magiczne koło, do którego nie ma wstępu żaden potwór, żaden Wij. Dlaczego się uśmiechasz? Wiem, że nie jesteśmy normalni. I to mi się podoba. Nawet, gdy jesteśmy na haju. Uwielbiam, kiedy…

Bajka druga

On3: Żyli sobie chłopak i dziewczyna. Razem chodzili do kina, razem pracowali, jeździli na wycieczki, zbierali pieniądze na własne mieszkanie. Mieli kotkę, która mruczała, spała z nimi w łóżku, siedziała na parapecie. Było im niemal jak w niebie. Ale jednego razu na jakiejś zabawie, chłopak ją zdradził. Sam nie wiedział jak to wyszło. Było mu żal, a była to jej przyjaciółka, ale jakoś tak się stało… Ona naprawdę rozumiała, że ta zdrada to nic poważnego, lecz nie potrafiła mu tego wybaczyć. Na dodatek zaginęła wtedy im kotka. Krótko mówiąc, dziewczyna odeszła od chłopaka i ten został sam. Po jakimś czasie przygarnął inną kotkę. I kiedy bardzo, bardzo tęsknił za swoją dziewczyną, dodawał zdjęcia kotki na Facebooku, dziewczyna zaś lajkowała je. I nic poza tym. Potem dziewczyna wyszła za mąż, chłopak się ożenił, ale nadal dodaje zdjęcia kotki na facebooku, a dziewczyna je lajkuje.

Filmik

Spotykają się dwoje. Patrzą na siebie zakochanymi oczyma. Ich pierwsza miłość budzi się w nich od nowa.

On: Liza, jaka ty jesteś piękna. Jak ja kochałem Cię cały ten czas od naszego ostatniego spotkania. Co u Ciebie kochana?

Ona: Artiemij, cały ten czas nosiłam Twoje zdjęcie na swojej piersi, nie rozstawałam się z nim. Wyjmowałam je z portfela i całowałam, zawsze gdy było mi bardzo smutno. Żebyś ty wiedział, jak ja się cieszę, że udało się nam znowu spotkać.

On: O Boże, minęło całe życie, a ja nadal Cię kocham moja miła. Co u Ciebie? Masz kogoś?

Ona: Mam już wnuków – prymusy, sportsmeni… Kupiliśmy domek w Hiszpanii. A co u Ciebie?

On: U mnie też wszystko dobrze. Mam własną firmę. Mam rodzinę. Zajmuję się budownictwem, również w Hiszpanii. I tylko jednego całe życie było mi brak. ciebie…Bez ciebie, wszystkie te lata były puste. Za każdym razem, gdy sprzedawałem komuś wykończony dom, myślałem, że za tę pojadę z Tobą do Paryża czy do Rzymu. Gdy moja żona wychodził z porodówki, wyobrażałem sobie Ciebie na jej miejscu.

Ona: Ach Artiemij… Czemu nie przyszedłeś wtedy na randkę? Dlaczego tak okropnie długo kazałeś mi na siebie czekać w deszczu. Dlaczego nie mogłam dodzwonić się do Ciebie, abyś się wytłumaczył?

On: Ach Liza, byłem wtedy młody i bardzo nieśmiały. Tego dnia bardzo bolał mnie brzuch. Najadłem się grochówki i wyobraziłem sobie, że przychodzę na randkę i zaczynam… Nie przeżyłbym tego ze wstydu.

Ona: Ale dlaczego nie wymyśliłeś jakiegoś słodkiego kłamstwa, czemu nie zadzwoniłeś do mnie?

On: Dlatego, że przyrzekłem sobie nigdy Cię nie okłamać.

Ona: O mój Boże! Artiemij, jak mogłeś? Przecież ja myślałam, że rzuciłeś mnie dla Olki. Nie mogłam Ci tego wybaczyć. Gdybym tylko wiedziała, że cały problem polega w malusieńkim, zgrabnym, delikatnym bąku…

On: Naprawdę? Jesteś tego pewna?

Ona: Oczywiście, Artiemij…

On: Liza, ubóstwiam Cię. Wyobraź sobie, dzisiaj znów nażarłem się grochówki, nie wiedząc, że spotkam Ciebie… Kochana przebacz.

/On puszcza bąka/

Ona: /wytrzeszcza oczy, rozgarnia powietrze i gwałtownie odchodzi od niego/

On: Liza, Liza, gdzie idziesz?

Ona: Artiemij, przepraszam, ale spóźnię się na basen.

Reklama: Sieci społecznościowe nie pachną.

Ciąg dalszy historii ósmej

Sasza: Skierowali mnie do psychologa. Ale nie chcę do niego iść. Chcę być uzależnioną od ciebie. Chcę być wrośniętą w twoje płuca, w twoją wątrobę, w twoje włosy, serce. Chcę odczuwać świat tak samo jak ty. Gdy tylko zamykam oczy, widzę ciebie, wiem co robisz. Każdą sekundę jestem przyszyta do ciebie. Opleciona tobą, schowana w tobie jak w kokonie. Jestem ochroniona tobą jak perła muszlą. Chcę być w środku, w środku szczęścia, w środku ciepła. Być twoim wdechem i wydechem powietrza. Chcę słyszeć twoje myśli. Kiedy myślisz o mnie, moje dłonie robią się cieplejsze i wysyłam tobie selfie z paroma linijkami wiersza, abyś pamiętał: to ty ukrywasz mnie, a ja ukrywam ciebie. Oddychaj. Po prostu oddychaj.

Leave a comment